Rasta  uzależniony
Dołączył: 17 Mar 2010 Posty: 139
|
Wysłany: Czw, 31 Mar 2011, 07:37 Temat postu: the edge: trzy razy w jeden dzień |
|
|
UWAGA! TEKST TYLKO DLA OSÓB DOŚWIADCZONYCH! Jeśli dopiero zaczynasz przygodę z fero, a mimo wszystko chcesz czytać dalej, pamiętaj – na początek stosuj zawsze niewielkie dawki feromonów.
ostatnio pisałem na blogu o eksperymentach z fero. Jestem zdania, że w fero najmocniejszy jest "pierwszy kop" to znaczy godzina - dwie po użyciu. Potem fero, oczywiście, działa i to nader skutecznie, ale nie ma już tego zawirowania, tego totalnego uderzenia w erogenne sfery kobiecych umysłów.
Pierwszą dawkę the edge nałożyłem z samego rana. Na popołudnie umówiłem się na szybki obiad ze znajomą. Zaprosiłem ją do siebie. Koleżanka jest już w związku, więc nie ma mowy o jakichś poważniejszych akcjach, co nie znaczy, że nie można poeksperymentować z fero Zabawne jest to, że ona sceptycznie podchodzi do mocy feromonów, a ilekroć się spotykamy i mam coś na sobie, zmienia się nie do poznania. Tym razem posunąłem się do granic przyzwoitości. Spsikałem feromonami (znowu the edge) nadgarstek i przystawiłem jej pod sam nos.
- Lubię ten zapach – mówię.
- Przecież wiesz, że feromony na mnie nie działają – ona na to.
- Wiem, wiem... po prostu sprawdź jak to przyjemnie pachnie.
No i ją trafiło... Wiadomo, dziewczyna w poważnym związku, więc się pilnuje w sferze, że tak powiem, świadomości. Jednak mimowolne zachowania to był prawdziwy godowy taniec. Przypadkowe otarcia pośladkami o moje uda, łapanie za ramię, głębokie spojrzenia... A przy tym co chwilę powtarzane: „Widzisz, na mnie te feromony nie działają”.
Jednak do prawdziwej fero-kumulacji doszło wieczorem. Wybierałem się na spotkanie z dziewczyną, którą miałem zobaczyć pierwszy raz w życiu. Przed wyjściem zawahałem się, ale jednak co mi tam, i poszedł jeszcze jeden psik the edge na szyję. Spotkanie miało charakter pół-oficjalny. Ona lekki drink, ja mrożona kawa. Tymczasem całe to fero, które od rana zdążyło wsiąknąć w moją skórę i przeniknąć ubranie (ok, macie mnie, cały dzień łaziłem w jednych ciuchach) wymieszane ze świeżą dostawą rozłożyło moją rozmówczynię na łopatki. Co rusz nachylała się prezentując swoje wdzięki, śmiała się z każdej głupoty, którą ją uroczyłem, a rozstawała się ze mną dobre 10 minut.
No i teraz jestem bardzo ciekaw – jakie są Wasze doświadczenia? Zdarzało Wam się kilka razy dziennie dorzucać do feromonowego pieca? _________________ prawda o feromonach - http://rasta.feroblog.pl |
|
|
|